00

Jak przez mgłę pamiętam zdanie bodajże Davida Thomasa o Velvet Underground, o płycie, której, gdy się ukazała, nikt nie kupował, a na którą powołują się teraz niemal wszyscy muzycy świata. Powiedział ironicznie, ale chyba mocno wkurzony, coś w stylu: „Wszyscy ci z Velvet żyją sobie teraz świetnie, podczas gdy ich płyta przyczyniła się śmierci wielu osób.” (Jeśli ktoś zna dokładnie ten cytat proszę o komentarz.) O Velvet Underground będzie kiedy indziej. O kolejnej płycie, na którą powołują się niemal wszyscy, będzie teraz. Sex Pistols wymieniani są jednym tchem w gronie największych, najbardziej wpływowych i najważniejszych zespołów świata. Nazwa Sex Pistols i okładka „Never Mind the Bollocks, Here's the Sex Pistols” są znane nawet tym, którzy muzyką nie interesują się wcale. Dlatego pewnie

Obejrzałem na DVD film „Joe Strummer - The future is unwritten”. Myślę sobie: tylu sławnych i wielkich muzyków, których szanuję, wypowiada się panegirycznie (trudne słowo) o liderze The Clash, a ja? Co ja na to? W końcu też swój rozum mam. Postanowiłem więc przebadać siebie i na podstawie wszystkich płyt The Clash, które mój iPod przechowuje [„The Clash" (1977), „London Calling" (1979), „Sandinista!" (1980), „Combat Rock" (1982)] doprowadzić do jasnych konkluzji na temat ww. zespołu. Zerknąłem jeszcze do dyskografii i okazało się, że z podstawowego setu nie mam tylko drugiej płyty - „Give 'Em Enough Rope" (1978), więc mogę stanowczo twierdzić, iż dokonałem gruntownej analizy, a wyniki są całkowicie uzasadnione i niepodważalne. Poprosiłem respondenta o odpowiedzi na następujące pytania: Pierwsze: Która z powyższych płyt The Clash jest najlepsza? W tym celu